Nie taki kryzys straszny?

Media przyzwyczaiły nas do kryzysu, słowo to, w ostatnich miesiącach stało się wszechobecne. Na okrągło mówi się, czyta i słyszy o kryzysie światowym, kryzysie gospodarczym, kryzysie ekonomicznym, kryzysie finansowym, etc. Jednak, czy przeciętny Kowalski zdaje sobie sprawę z tego, co tak na prawdę kryje się za tym słowem, za słowem "kryzys", za wyrażeniem "kryzys globalny"? Raczej nie. Kryzys nam spowszedniał, traktujemy go jak zjawisko widziane w TV, jak coś, co zagraża ludziom w innych krajach, ale nie nam, bo przecież u nas się nic nie zmieniło... To zadziwiające, że przechadzając się ulicami polskich miast, wciąż można usłyszeć podobne zdania i opinie. Czy utrata pracy przez tysiące ludzi, podwyżka cen żywności, brak klientów na rynku nieruchomości, na prawdę nie dają znać o tym, że kryzys dociera również do naszego kraju? Tak na prawdę, największa fala kryzysu jest spodziewana w Polsce dopiero w drugiej połowie roku 2009, czy jesteśmy do niej przygotowani? Duże koncerny ratują się tnąc koszty, najczęściej są to koszty związane z zatrudnianiem, a zatem redukują etaty, co nie oznacza nic innego, jak kolejne zwolnienia z pracy... Kiedy człowiek traci pracę, a ma na utrzymaniu dom, rodzinę i do tego kredyt mieszkaniowy, czy jakiekolwiek inne zobowiązanie wobec banku, to sytuacja zaczyna być dramatyczna. W Stanach Zjednoczonych, gdzie większość ludzi dosłownie żyło na kredyt i za pieniądze z pożyczek bankowych, kryzys finansowy doprowadził do wielu ludzkich tragedii. Ludzie tracą domy, zostawiając wszystko uciekają z budynków, które zajmują egzekutorzy, dzieją się rzeczy, które trudno sobie wyobrazić.
W Polsce rzeczywiście do tak strasznych historii jeszcze nie dochodzi, jednak niepokojące stają się informacje gospodarcze o tym, że wzrasta liczba osób niespłacających rat kredytowych w terminie. Banki chcą też zmieniać umowy kredytowe ze swoimi klientami, zmieniają się stopy procentowe, wahają kursy walut, sytuacja ekonomiczna jest mało stabilna.